Myślisz sobie, że wszystko zmierza we właściwym kierunku, że jest w porządku, lepiej być już nie może ! W końcu wychodzisz na prostą, aż tu nagle JEB i zdajesz sobie sprawę, że to wszystko poszło na nic. Zaczynasz pojmować, że żyłeś we własnym, poniekąd wyimaginowanym świecie, w którym odrzucałeś od siebie coś, czego nie chciałeś widzieć, a nawet minimalny sukces/dobre słowo wyolbrzymiane było razy 100000, co łącznie dawało urojoną rzeczywistość, która nie miała cienia szansy by przetrwać.
Nie wiem dlaczego po raz kolejny wracam do punktu wyjścia. Ciągle myślę co robię źle i gdzie popełniam błąd, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Już sama się gubię w tym wszystkim. Może to nie ode mnie zależy i tak ma po prostu być? Jeśli tak, to jestem ciekawa co takiego "los" dla mnie przygotował na później, chociaż może z drugiej strony lepiej żebym nie wiedziała.
Tak bardzo kocham smak porażki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz