Że niby święta, tak? Prawdę mówiąc, ani trochę nie czuję tej całej "świątecznej atmosfery". Nawet ciepłe pączki na rynku nie wzbudzają we mnie tych uczuć co kiedyś. Może już z tego wyrosłam? Tylko teraz zasadnicze pytanie-czy można wyrosnąć ze świąt?
Niezależnie od wieku, ludzie szczególnie przeżywają ten okres w roku. Nie wiem czy ma na to wpływ wiara, czy może tradycja. W każdym razie da się zaobserwować z roku na rok coraz większą komercję. Zdaję sobie sprawę z tego, że Ameryki nie odkryłam, ale dobija mnie na swój sposób fakt, że WSZĘDZIE jest komercha. Dosłownie. Nie na tym to wszystko polega, prawda? Chyba, że się mylę.
Nie cieszy mnie pieczenie ciasteczek, ubieranie choinki i wymyślanie różnych prezentów. Prawdę mówiąc nie zadowala mnie to, że będę miała wolne od szkoły...Brzmi to idiotycznie, wiem, ale naprawdę zdecydowanie bardziej wolałabym chodzić do szkoły, spotykać się ze znajomymi i wracać do domu późnym wieczorem, tak jak dzieje się to aktualnie, niż siedzieć w domu i się denerwować...Flakonik z tabletkami na uspokojenie niestety ma dno.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz