Moje poprzednie klasy były wyjątkowo zgrane, w podstawówce każdy rozmawiał z każdym, mimo, że było wielu łobuziaków, a sama należałam do osób, które miały jedne z lepszych wyników w nauce, to i tak pamiętam, że wraz z lepszymi uczniami pomagaliśmy gorszym i nie ocenialiśmy ich przez ten pryzmat.
Z kolei w gimnazjum było wręcz idealnie. Byliśmy jedną, trzydziestoosobową, mega zgraną grupą. Jako jedyni w szkole braliśmy udział w mnóstwie wydarzeń, wszystkie konkursy był nasze, wycieczki..to na prawdę było bardzo fajne i będę przez dłuuuugi czas wspominać te wszystkie akcje, natomiast teraz..jestem nieco zawiedziona. Zwykle szybko znajduję sobie miejsce w nowej grupie, na co ma w dużej mierze wpływ wszelkiego rodzaju wyjazdów od najmłodszych lat. Ta klasa nie jest ani trochę zgrana..każdy robi tylko pod siebie, nikomu nikt nie pomaga. Ze wszystkim są problemy, nic nie można zorganizować.. Jest to wręcz przykre, jesteśmy w końcu prawie dorosłymi ludźmi, a nie potrafimy się dogadać. Na początku wybitnie mnie to denerwowało, więc wtrącałam się i próbowałam wszystko ogarnąć, ale po niedługim czasie zauważyłam, że to i tak nie ma najmniejszego sensu. Wszyscy mają to daleko i głęboko, łatwo tylko narzekać i truć innym, że nic nie robią, zamiast samemu się zaangażować.
Może czas pozbyć się uprzedzeń i postarać się stworzyć coś, dzięki czemu wszyscy spędzimy razem wspaniałe lata w liceum, jako KLASA.
Prawdę mówiąc nie mam pojęcia czemu piszę tutaj na ten temat, może po prostu nie ma innego sposobu na wyładowanie się..nie wiem.
Byleby skończyć szkołę i wynieść się z tego zapchlonego miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz