"Lubię być mokry, każdy zakątek świata z deszczem wygląda lepiej, deszcz dodaje magii. Ale przejdźmy do rzeczy.
Uwielbiam patrzeć, jak “ludzie” denerwują się, wkurwiają wręcz, bo plany zepsute; bo pranie zmoknie; bo melanż się nie uda; bo makijaż się zmyje; bo “dziecko” płacze, ze jest mokre; bo dziecko bawi się w kałuży, PRZECIEŻ SIĘ UBRUDZI!
Uwielbiam patrzeć jak “człowiek” nic nie może zrobić, jest bezsilny. Jak przegrywa z wielką frustracją, wkurwieniem, bezsilnością, gdy pozostaje mu tylko pojęczeć bądź płakać. Nazwijcie mnie niedojebańcem psychopatą, ale napawa mnie to radością.
Burza jest jeszcze lepsza. Wywołuje strach. Strach na tyle duży, żeby zapomnieć frustracji samym deszczem. Gdy “ludzie” nawet nie mają czasu pojęczeć, pożalić się nad samymi sobą, tylko spierdalają we wszystkie strony, jakby padały bomby. Bo nic innego nie mogą zrobić. Najpiękniejszy widok pod słońcem.
A później wychodzi słońce… i chuj jasny trafia całą magię.
“Deszcz? Cieszcie się skurwysyny ludzie, że to nie magma” " - Krzyś.
Dzień wspomnień.
Już od kilku dni nie mogę wziąć się w garść. Coraz bardziej dostrzegam brak osoby, która była dla mnie wszystkim. Nie czuję już tego, że zawsze ktoś będzie na mnie czekał. Nie czuję tego, że mam kogoś, komu mogę powierzyć wszystko, powiedzieć co mnie męczy i z czym nie daję rady. Znowu zaczynam nie radzić sobie z samą sobą. Może wynika to z tego, że widzę jak powoli tracę kolejną bliską mi osobę i wiem, że nie mogę z tym nic zrobić. Jestem zmuszona patrzeć bezczynnie na to, jak w mękach schodzi z tego świata i egoistycznie modlić się o to, by jednak ta męka trwała nieco dłużej, ponieważ wiem, że sama nie dam rady. Nie mogę się z tym pogodzić, a bez Ciebie jest mi jeszcze trudniej. Nie chce teraz robić jakichś wyrzutów, bo to i tak nic nie zmieni. Wiem, że dam radę, bo nauczyłeś mnie samodzielności. Zresztą i tak zawsze wiem, że jesteś obok, tylko potrzebuję czasami jakiegoś małego znaku. Naprawdę, dzięki temu poczuję, że wszystko ma sens i prędzej czy później znowu powiesz, że się nad sobą użalam, a potem odjebiemy coś głupiego.
(Kocham płakać przed kompem, pisząc do nieżyjącej osoby. Uwielbiam to! Jestem głupia. Sama siebie pogrążam, jeszcze publikuję to w internecie. To akt skrajnej desperacji - zwierzanie się w necie. Nie ma co...Gratuluję samej sobie.)
Wiem, że zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawę i nie muszę ani tego mówić, ani pisać, żebyś o tym wiedział. Będzie lepiej. Prędzej czy później się spotkamy...sądzę, że jednak prędzej niż później. Nieważne czy tego chcesz, czy nie, bo ja również nie miałam nic do powiedzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz